Podobne
| Dookoła świata |
|
|
|
| Niedziela, 18 Październik 2009 13:47 | ||||||
|
Nie tak dawno, bo zaledwie końcem sierpnia tego roku, pojawiła się sprawa nastolatki Laury Dekker, która wpadła na jakże oryginalny pomysł opłynięcia Świata łodzią żaglową, samotnie. Pisała o tym Gazeta.pl. Ostatnio samotne rejsy dookoła Świata stały się chyba bardziej popularne, niż golf, wyścigi formuły 1, czy może nawet skoki na banjo! Wystarczy wejść w google.pl i wpisać samotny rejs dookoła świata. Pośród ponad 12 000 trafień, znaleźć można odnośniki do osób, które już zakończyły, są w trakcie, czy też właśnie wybierają się właśnie w taką wycieczkę. Tak napisałem wycieczkę, gdyż to już przestaje, być wybitny wyczyn, osiągnięcie, coś, co wzbudza podziw i szacunek ludzi na całym Świecie. Nawet ważne gazety nie zamieszczają takich wydarzeń na pierwszych stronach, gdyż mało kogo coś takiego interesuje. Oczywiście jeśli jest się zainteresowanym tematem (ja jestem) to już inna sprawa.
Dla rodziców Laury Dekker sprawa zakończyła się (chyba) orzeczeniem sądu, w którym rodzina miała być pod obserwacją psychologa. Nie jest dziwne, że zgoda na wysłanie 13 latki, bez żadnego doświadczenia, w rejs po oceanach, na malej skorupie, wydaje się być pomysłem szaleńca (używając eufemizmu). Pierwszym żeglarzem, który popłynął samotnie w rejsie dookoła świata był Joshua Slocum. Miało to miejsce w latach 1895 - 1898. Jego rejs wzbudził sensację na całym świecie. Był brany za szaleńca, dziwaka, samobójcę, człowieka niespełna rozumu, lecz w czasie kiedy wyruszył w swoją samotną wędrówkę, miał już ponad 50 lat, z czego większość spędzonych na morzu w czynnej służbie. Zaczynał od majtka na słodziach rybackich, później na własną rękę kształcił się i zdobywał kolejne stopnie, by w końcowym okresie, dowodzić własną jednostką i załogą. Wielu ludzi marzy o karierze takiej, jak Slocum. Bardzo nielicznym udaje się zbliżyć do jego sukcesu, jako człowieka morza, żeglarza i samotnika, który by zrealizować swój cel, gotów jest poświęcić bezwzględnie wszystko.
Zac Sunderlandjest kolejnym nastolatkiem, który wyruszył w rejs dookoła świata. Właściwie to wyruszył rok temu. Rejs zakończył się pomyślnie w lipcu tego roku. Miał, ma 16 lat. Nie sprawdzam dokładnej daty urodzenia, bo i tak nie ma to właściwie żądnego znaczenia w przypadku, kiedy ma się 13-19 lat... Kwestia doświadczenia i umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach jest kluczowa. A Zac miał ich wiele takich sytuacji. Przez miesiące śledziłem jego dokonania na morzach i... No cóż. Dzieci w XXI wieku mają jedną olbrzymią przewagę, której nie mieli ich ojcowie, dziadowie, pradziadowie, praprapra.... Przewagą jest: telefon komórkowy. Kiedy po raz n-ty Zac pisząc swego bloga opisywał niebezpieczeństwo, realne, domniemane, teoretyczne, hipotetyczne - sięgał po komórkę i dzwonił do tatusia i mamusi. Ci natychmiast obdzwaniali instytucje na całym świecie by tylko zebrać niezbędne informacje i przekazać je synkowi. Wydawać by się mogło, że to komórka opłynęła świat, ona podejmowała decyzję, wyciągała wnioski, znajdywała rozwiązania w trudnych sytuacjach a Zac zawsze był w domu. No ale formalnie "dopiął swego". Tyle że ojciec pozostał z długami na 150 000$ - na poczet rejsu marzeń swego syna. Ciekawe ile kosztowały rozmowy telefoniczne... Ciekawie rozgrywali (rodzice i przyjaciele) nagonkę medialną, by ktokolwiek zechciał zrobić zdjęcie, nakręcić film, czy napisać w gazecie kilka słów. Taka amerykańska kampania podwórkowo-patriotyczna, jak z taniego filmu. Udało się. Napradę wykreowali bohatera!
Kolejną postacią jest Mike Perham, Brytyjczyk, który ukończył swój rejs, mniej więcej w miesiąc po Sunderlandzie. Również 16-latek. Tyle, że był chyba o 2 miesiące młodszy od Zaca więc... Laury Guinessa dla niego(pusty śmiech). Jego doświadczenie poprzedzające wyprawę dookoła świata, to przepłynięcie Atlantyku. To już coś. Może, mimo wszystko małe doświadczenie, ale co tam. Do pomocy miał zastęp zawodowców, stałą komunikację satelitarną ze swoim sztabem, gotowym nie tylko pomóc w problemach żeglarskich, zaopatrzeniowych (zawsze był ktoś gotów wskoczyć do samolotu z brakującą częścią i podrzucić ją do najbliższego portu), ale też nawigacyjnych i meteo. Nawet swoim blogiem, nie musiał się zbytnio przejmować, bo gdy tylko zwłoka w nowych postach przeciągała się nadmiernie, ktoś miły i uczynny siadał do klawiatury i na podstawie odczytów przyrządów na bieżąco napływających z satelity do centrali, był w stanie zredagować całkiem sensowny wpis. Mapka z "Krzywą Mike'a" też robi wrażenie. Krzywa? A tak. Początkowo planował przepłynięcie wszystkich groźnych przylądków, które wymieniają żeglarze przy piwie, lecz... Mike poszedł za głosem rozsądku, czy też tęsknoty za lądem, i postanowił nie ryzykować na przykład takiego Przylądka Horn i skrócić wycieczkę, płynąc przez Kanał Panamski. I całkiem słuszne!
Na diametralnie innej pozycji jest Minoru Saito, Japończyk, który samotnie opływa świat po raz ósmy! To jest już wielkie doświadczenie. Nie tylko na morzach i oceanach, le również w życiu (ma 74 lata). jacht z prawdziwego zdarzenia, stalowy full kill, pełny profesjonalny osprzęt i doświadczenie nabyte przez lata spędzone na morzu. Brał udzieł w wielu regatach morskich i oceanicznych. Uparty i twardy samotnik. W tym rejsie miał przykry wypadek. W kwietniu tego roku, niemal po opłynięciu Przylądka Horn, jego jacht zmiażdżyła 10 metrowa fala. Każdy jacht z trójki opisanej powyżej, poszedłby na dno w mgnieniu oka. Saito stracił tylko kabestan, kotwicę i kilka drobiazgów. Przez kilka miesięcy tkwił w Punta Arenas, by naprawić uszkodzenia i przeczekać ślimaczących się nieprzyzwoicie prawników z firmy ubezpieczeniowej, która była zobowiązana opłacić koszty naprawy i holowania jachtu (kilkaset mil na holu!). Po miesiącach czekania, napraw i nerwówki, Saito wkrótce rusza dalej, by dokończyć swój rejs.
A zatem co skaldnia ich wszystkich do takiego wysiłku, gdyż bez wątpienia opłynięcie świata dookoła jest wysiłkiem tytanicznym? Odpowiedź jest banalnie prosta - pogoń za sławą. Być naj, pić pierwszym, wbrew "zdrowemu rozsądkowi", niedowiarkom i tym, którym trudno ruszyć się sprzed ekranu telewizora. Tylko że już widzę znudzonego telewidza, który widząc relację telewizyjną pokazującą 16-latka który właśnie opłynął Ziemię dookoła: - Łaaał - po czym pstryka klawisz pilota, by poszukać jakiegoś filmu, czy meczu... No cóż. Jednak zapis w księdze Guinessa pozostaje, przez chwilę. A tym, którzy mają ochotę wyszukać jakiegoś nazwiska na długiej liście samotnych, zakręconych wokół świata, polecam ten link i ten. A to jeszcze nie wszyscy!
3.25 Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |



