Podobne
| Co tam Panie w Kaczastanie - Życiowe kaleki |
|
|
|
| Niedziela, 21 Marzec 2010 14:26 | ||||||
|
Dlaczego młodzi ludzie tak powoli się usamodzielniają? Pytanie ma bardzo prostą odpowiedź. Młodego człowieka nie stać na samodzielność. Po prostu. Jeśli już jest tym szczęściarzem i uda mu się po skończeniu szkoły dostać pracę i zarobić 800 - 1500 złotych, stać go co najwyżej na opłacenie wynajętego czasowo mieszkania. Wszelkie inne wydatki, w tym wyżywienie, opłaty za energię i cokolwiek ekstra są balansowaniem na granicy bezpieczeństwa finansowego jeśli w ogóle możliwe.
Oczywiście nigdy nie wiadomo na jak długo mamy tą pracę i czy przypadkiem właściciel firmy "Kogucik Sp. z o. o." nie zwolni nas z powodu braku powodów, bądź dlatego że firma splajtuje, co jest jakże typowe w realiach Kaczastanu. Zawsze mając choćby najmarniejszą pracę i pozostając "na utrzymaniu" można poszaleć, pochwalić się czymś, na co z racji braku koniecznych wydatków stać... W tym kraju, człowiek nie ma żadnego znaczenia i nikt się z nim nie liczy, więc jedyne co pozostaje, to pokazać COKOLWIEK co się ma, bądź osiągnęło, tylko po to, by oznajmić wszem swoją wyższość nad wszechobecną miernotą. Być lepszym, jakkolwiek i w czymkolwiek, bez względu na to czy ma to jakiekolwiek znaczenie "życiowe", czy też nie. To też psychiczna ulga, jaką daje możliwość odreagowania powszechnej miernoty. Powiedziałbym, że życie w Kaczastanie, to taki rodzaj wolnej amerykanki w której każdy udaje że jest lepszy od wszystkich innych. Na udawaniu zaś sprawa właściwie się kończy. Dlaczego młodzież w Kaczastanie nazywa się życiowymi kalekami? Przede wszystkim dlatego, że system jaki istnieje w tym kraju okalecza. Jest doskonałym polem do popisów dla polityków, klechów i różnej maści oszołomów oraz nieuczciwych groszorobów, którzy zrobią wszystko by mieć o złotówkę więcej. Jasiowi z Koziej Wólki, bądź choćby nawet z Poznania - jest raczej nie do śmiechu. Owszem młodość ma swoje prawa i można się nieco wyszumieć mając jakiś, choćby skromny dochód i pozostając w gruncie rzeczy na utrzymaniu rodziców. Tak można żyć przez parę lat mając swoje "prawo do młodości" zapewnione. A potem... A potem to codzienne zmaganie się z mizerią krajowej rzeczywistości w której jakimś cudem trzeba zapewnić sobie jakiś dach nad głową i "coś" do garnka. Nadzieja jest zawsze. Można na przykład przez całe życie grać w Totka i być przynajmniej potencjalnym milionerem, do chwili losowania, albo żywić tą nadzieję, że z czasem pracodawca nas doceni i... Nadzieja w naiwności, ale to też nadzieja, czyli siła, która pozwala tkwić i brnąć w codziennym marazmie licząc na cud. Od zawsze słychać głosy które porównują wszystko do mitycznego "zachodu". Oczywiście że są różnice. Jednak wynikają one z tego, że w innych miejscach na świecie, w tym również na zachodzie Europy różne rzeczy robi się inaczej. I wcale nie dlatego, że tak jest lepiej, ale dlatego, że tak życie w tych krajach funkcjonuje. Mieszkając w Szkocji rozmawiałem z wieloma ludźmi na temat młodzieży i stawania się samodzielnym. Wielu z nich, to ludzie w dojrzałym wieku, którzy swoje dzieci mają już dorosłe. Tu dojrzewanie może być brutalne. Rodzina ma prawo wywalić (dosłownie) swoje dziecko na ulicę, z jakiegokolwiek bądź powodu, a nawet i bez niego. Spotkałem nawet 17-latka, który w ten sposób rozpoczął swoje "dorosłe życie". Słyszałem także o 16-latku, który w tydzień po 16 urodzinach spakował się i zaczął żyć "na swoim". Nie. On nie wygrał w Lotto. Zdecydował po prostu, że mieszkanie z rodziną za bardzo go ogranicza, a więcej swobody w podejmowaniu decyzji i kierowaniu swoimi losami będzie miał, kiedy zamieszka samodzielnie. Pracował jako robotnik, przy najniższym wynagrodzeniu. Inny chłopak, w wieku 20 lat, wziął całkiem spory kredyt mieszkaniowy na okres 25 lat i kupił mieszkanie w nowym domu z widokiem na morze. Jest stolarzem, mniej więcej równoważnik polskiej krajowej "zawodówki". Jest jednym z wielu młodych z "zawodem", którzy są cenieni i całkiem nieźle opłacani. Z biegiem lat, jego zarobki będą jeszcze rosnąć, zaś opinia pracodawcy o nim, zapewni mu pracę jeśli nie w tej, to w innej firmie. To takie banalne, ale jakże różne od polskiego "życiowego kaleki". To prawda, że nieumiejętność gotowania, czy prania może budzić śmiech, i politowanie, lecz mitologizowanie zachodu, że młodzi ludzie "tam" potrafią, jest bujdą na resorach. Nawet staruszkowie wędrują do sklepów serwujących mrożonki, ponieważ jest to prostszy i szybszy sposób na obiad. Pracownicy nie zabierają z sobą wałówki do pracy nie dlatego, że nie potrafią posmarować kawałka chleba masłem, lecz dlatego o wiele smaczniej można zjeść na mieście, mając większy i bardziej urozmaicony wybór niż ten, który ma do zaoferowania nawet dobrze zaopatrzona lodówka. Jeśli ktoś ma problem ze sprzątaniem, czy praniem, zabiera pranie do pralni i zatrudnia sprzątaczkę na 1 godzinę co drugi dzień. Mniej zachodu, zawsze czysto a koszt właściwie niewielki. No dobrze. Ale na czym WŁAŚCIWIE polega różnica między tym tak zwanym "zachodem" a Kaczastanem. Człowiek to biznes. Po prostu. Nawet młody człowiek, bez tak zwanej "zdolności finansowej" otrzymuje mieszkanie, gdyż właścicielowi mieszkania (na ogół miastu) bardziej opłaca się mieć lokatora, niż utrzymywać pustostan. Mieszkań buduje się dużo i wszędzie, a ceny wynajmu są dość umiarkowane. Miastu opłaca się dać takie mieszkanie, gdyż po najwyżej 20 - 30 latach koszt jego budowy się zwróci, zaś w tym czasie lokator pracuje na tutejszym rynku pracy, płaci lokalne podatki tak samo jak i firma w której pracuje. To w całości daje biznes na skalę lokalną a dalej na skale kraju. Nikt nie daje mieszkania "z łaski" by się biedak miał gdzie podziać. Mieszkanie jest interesem miasta i w interesie miasta jest, by jego lokator pracował, dlatego nawet dodatkowo organizuje, kursy, tworzy miejsca pracy, otwiera własne działy (firmy) które zatrudniają ludzi z "okolicy". Dodatkowo są dostępne ośrodki doradztwa. I coś do czego Kaczastan jeszcze przez dziesięciolecia nie dorośnie: jeśli lokator straci pracę, nie płaci za mieszkanie. Jeśli praca, którą wykonuje nie jest dobrze płatna, otrzymuje ulgę w czynszu... I nie dotyczy to tylko mieszkań należących do miasta, lecz również tych, wynajętych prywatnie. Nie. To nie socjalizm. To biznes. I wszyscy na tym nieźle wychodzą. Stres przed samodzielnym życiem, stres egzystencji? Owszem. Jeśli mierzysz wyżej, niż jesteś w stanie zdziałać. W każdym innym przypadku - spokojna głowa. I nikt tu nie nazywa młodzieży życiowymi kalekami, lecz są instytucje i zawodowcy, których jedynym zadaniem jest pomoc młodym ludziom w życiu. Ta pomoc, to też biznes, choć nastoletni John, nic za nią nie płaci. No i możemy sobie jeszcze ponarzekać na mamusie, które swojemu dziecku nie pozwalają żyć normalnie, można narzekać na wszelkie rozpieszczanie, czy program szkolny "nie taki" i blokresów, którzy nie mają ani pracy, ani ciekawego hobby poza grafitti. Jednak, jeśli mam wynagrodzenie 1500 zł plus dzieci i żonę pracującą "na pół etatu" za 400 zł, czynsz 900 oraz gaz, woda, prąd, telefon, żarcie i ubrania do kupienia a PiSydent czy inny oszołom uśmiechając się w telewizorni mówi że jest dobrze a będzie jeszcze lepiej jak wygramy wybory, zaś ojciec (nie do końca taki święty) mu błogosławi - to ja wysiadam.
Artykół a propos: zyciowe-kaleki.debata.blog.pl/
3.25 Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |





