Podobne
| Odontoponera transversa cz. 5 |
|
|
|
| Środa, 06 Maj 2009 18:41 | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Kolonia ma już ponad pół roku. Powinienem piać z zachwytu i opowiadać niesamowite rzeczy, Ale nie. Formi doskonale spisało się w przypadku roślin tropikalnych, w przypadku mrówek... No cóż. Dlaczego tak jest, opowiem po kolei.
Błędy w konstrukcji Może i wyglądało fajnie na pierwszych zdięciach, ale jak się okazało formi ze szkła organicznego, mimo zapewnień producenta i dużej grubości, wsporników, śrób i kilogramów silikonu - jest do bani - gdyż za bardzo się wygina na wszystkie strony. Nadal uważam, że jest bezpieczne, tym bardziej, że mrówki nie zdradzają jakiejkolwiek ochoty poznawanie szerokiego świata, jednak estetyka... No cóż. Pozostawia wiele do życzenia. Jeśli będziecie coś budować na własna rękę, weźcie pod uwagę, że:
Ale poza tym, jest prawie OK. Co padło Na początku padł nawilżacz. No i podlewanie trzeba było robić ręcznie. Niby nic, ale trzeba wziąć pod uwagę, że takich rozmiarów tropikalne formi, potrzebuje min 1 litra wody na dobę. Rośliny trzeba zrosić, uważając przy tym, by nie prysnąć na gorącą żarówkę. Udało mi się spalić dwie w ten sposób. Kolejna była pompka wodna, która miała dostarczać wodę na górną półkę i do "wodospadu". Jak wspomniałem, szkło organiczne się wygina więc trzeba było usunać wodę z basenu. Teraz jest tam żwirek. Może nie jest suchy, ale też nie jest to już basen. Z powodu braku wody w basenie, grzałka akwariowa straciła moc urzędową a co za tym idzie - zagroziło to ogolnej temperaturze w formi. Na szczęście dodatkowa żarówka pozwala utrzymać temperaturę na przyzwoitym, życiowym poziomie. Roślinność Dla porównania jak wyglądało formi na starcie i w chwili obecnej, dwa kolejne zdięcia. Sprzed pół roku, i z dziś. Kilka tilandis padło. Widocznie było zbyt ciepło - tak sobie tłumaczę. Jednak jeśli wziąć pod uwagę całą dostępną zieleninę, nie ma to najmniejszego znaczenia. Niestety nie powiodło się zaszczepienie mchów. Szkoda, gdyż ten dodatek byłby miły dla oka, nie mówiąc już o mikroklimacie. Z trzech gatunków, tylko jeden, mech jawajski, bardzo opornie, w zupełnie zacienionych kątach - nieśmiało ożywa wypuszczając z ziemi pojedyńcze kłaczki. Oczywiście nawet nie próbowałem zaszczepić mchów występujących w tej strefie klimatycznej. Szkoda zachodu. Mrówki W końcu mrówki: odontoponera transversa. Gdzie są? Nie wiem... No może przesadzam, ale widuję je rzadko Bardzo rzadko. Czasem tylko jedna wędruje polując. Na ogół nie dzieje się nic. Bywa, że i po parę dni. Wpuszczam rózne owady do formi, i przyznam, że znikają. Ale wypatrzyć mrówkę - to naprawdę coś. Są pewne problemy z doborem pożywienia. Tak nadal są te problemy choć minęło ponad 6 miesięcy! Dziś miałem wielkie szczęście. Udało mi się je skusić odrobiną surowej wołowiny. No i był to niesamowity widok, kiedy sześć mrówek rozdziera kawałki krwistego mięsa na strzępy! Odkąd przyjechały do mnie, do dnia dzisiejszego, nie widziałem jednocześnie tylu mrówek wędrujących po powierzchni formi. Ale ten widok rekompensuje czas oczekiwania. Naprawdę. Widząc te majestatyczne przegubowce z masywnymi szczękami, trudno oderwać się od szyby. Na standardowe pytanie - ile ich jest - pada moja standardowa odpowiedź - nie mam pojęcia. Żywienie Pięta Achillesa całej kolonii. Oczywiście "instrukcja obsługi" swoje, rzeczywistośc swoje. Początkowo wydawalo się, że problemów nie będzie. Skubały co się podawało, w małych ilościach, ale jednak. Polowały, pięknie rzucały się na owady podawane na pensecie. ale czasy sie zmieniły. Oczywiście nigdy nie brakowało latającego, czy pełzającego pokarmu. Dodatkowo próby z miodem, cukrem słodką wodą, woda z miodem czy jakimikolwiek odżywkami spełzły na niczym. Niby próbowały, ale niczego nie ubywało. martwe owady początkowo znikały z powierzchni, lecz później leżały calymi dniami. Åšwieże mięso: kura, wołowina, indyk - nic z tego. Omletów nie podawałem. Może zaryzykuję. Jajko też odpadało, choć początkowo żywo się nim interesowały. Zacząłem poważnie obawiać się o stan kolonii. Nawyki, zachowanie Jeśli chodzi o nawyki żywieniowe (poza problemami wyżej opisanymi) to ciekawostką jest to, że jako jedyne ze znanych mi mrówek nie zanoszą całego zdobytego pożywienia do gniazda. Messory potrafią znieśc kilogramy ziarna do mrowiska i nawt nie zjedzą setnej części z tego co zebrały. Podobnie inne znane mi gatunki. Odontoponera zabiera (jak mi sie wydaje) tyle ile potrzebuje. Reszta, leży nietknięte i trzeba resztki posprzątać, nim się zepsują. Jedna mrówka prawie zawsze patroluje teren, choć prawie nigdy jej nie widać. Najczęściej siedzi ukryta gdzieś pomiędzy kamieniami czy grudkami gliny nieruchomo, "wypatrując", czy raczej czekając aż jej coś wpadnie w zasięg szczęk. Widuje je prawie wyłącznie wtedy, kiedy zmienia pozycję łowiecką, powraca, bądź wychodzi z gniazda. Wyjście z gniazda jest niewidoczne. Tak komponuje się z otoczeniem, że tylko obserwując gdzie pojawiają się i znikają robotnice, można mniej więcej zlokalizować otwór wejściowy. Nie wydobywają żadnej ziemi z wewnątrz i wydaje się, że wcale nie drążą tuneli. Z literatury wiem, że ten gatunek rozpycha ziemię wewnątrz gniazda i ubija ją odwłokiem, tworząc gładkie solidne ścianki. Wilgotność musi być na bardzo wysokim poziomie 90-100%, zaś temperatura nie mniejsza niż 26,5C gdyż w przeciwnym wypadku mrówkę oglądać można tylko w internecie. Gatunek wydaje się zupełnie ślepy, nie reaguje na żaden ruch w pobliżum chyba, że w bliskim, niemal w bezpośrednim kontakcie. Podobnie polowanie. Atakuje jedynie to, co wyczuje czułkami i wyczuje w tym obiekcie potencjalną zdobycz. Wówczas chwyta silnie w szczęki i żądli wielokrotnie, natychmiast ruszając z ofiarą w kierunku gniazda. Nie reaguje na wstrząsy. Stukanie w szybę, otwieranie szyby zamykającej (prawie zawsze w trzaskiem) nie wywołuje najmniejszej reakcji. Jednak przy drobnej zmianie temperatury i wilgotności powietrza, dyskretnie, bez pośpiechu wycofuje się do gniazda. Własne impresje Jestem cierpliwy, jednak ta mrówka nawet moją cierpliwośc wystawia na próbę. Jest kapryśna, wybredna, wrażliwa i wiele razy w wymienionych powodów miałem jej dość. Takia jednak sytuacja, jaka zdażyła się dziś, potrafi mimo to, w pełni wynagrodzić tygodnie podlewania kwiatków, sprawdzania czujników i wyrzucania nietkniętych resztek pożywienia. Dla mnie to dostojne przegubowce. Budzą respekt. Oczywiście ani myślę pozbywać się tego gatunku. Mam co do niej pewne plany. Plany Plany są na załączonym zdięciu.
3.25 Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||



