Podobne
| Lekcja historii |
|
|
|
| Wpisany przez J.K. | ||||||
| Wtorek, 11 Sierpień 2009 05:06 | ||||||
|
Historia zawsze była w szkołach. Zawsze było wiele dat i nazwisk do zapamiętania. Trzeba było wiedzieć co się stało i jak do tego doszło. W efekcie, większość zna historię, przynajmniej w stopniu zadowalającym. A przynajmniej ma o tym jakieś pojęcie. W czym więc problem? No nie wiem. Może raczej nie ma problemu. Fakt że czasem trzeba się sporo naczytać i zapamiętać jakieś szczegóły by zdać jakiś kolejny egzamin, czy zaliczyć sprawdzian może nie jest powodem do szczególnego narzekania. To jednak co mnie drażni niemal zawsze, to fakt że wraz z historią, skorupki nasiąkają martyrologią. Tak już są te podręczniki skonstruowane, że po latach nauki historii w szkole wiemy jak bardzo byliśmy krzywdzeni, jakie wojny przegraliśmy i jakie cierpienia na nas spadły, ale nie mamy właściwie bladego pojęcia dlaczego sami wyruszaliśmy na wojnę, jakie korzyści przyniosły wyprawy na Moskwę, zdobycie stepów aż do Morza Czarnego, albo wyprawa na Węgry. A tak! Walczyliśmy z Węgrami - bratankami! Ale Czy ktoś ma o tym zielone pojęcie? Za to doskonale wiemy kim był Stalin, Piłsudski, Napoleon czy Kościuszko. Przecież te nazwiska są doskonale znane, a jednak co nam z tego przyszło. No może akurat Piłsudski był tu postacią najbardziej pozytywną, choć ten przewrót majowy i sanacja... Efektem tego, kiedy spotykają się Polacy i zabraknie tematu do rozmowy, wyłaniają się z mroku historii upiory. Wtedy to, tym i tamtym daliśmy popalić - padają slowa. No ale skończyło się na tym, że ostatecznie i tak na nas spadły baty, egzekucje, zsyłki, aresztowania, prześladowania itd... Pewnego razu rozmawialiśmy ze znajomym o historii Polski. Dołączył do nas młody Szkot więc przeszliśmy na angielski, by i on mógł zasmakować w martyrologii. Ale mimo to, nie miał zielonego pojęcia o czym rozmawiamy. No dobrze. Trzeba mu co nieco wytłumaczyć. Więc od czego zacząć. Określiliśmy czas, miejsce, oraz nazwiska głównych bochaterów. Ale on nadal nie bardzow wiedzial w czym rzecz. Od słowa do słowa okazalo się, że takiego Hitlera, to on zna, bo widział jakiś film, ale kim był Stalin? Zrobiliśmy wielkie oczy, ręce opadły z bezsilności, próbowaliśmy tlumaczyć, ale co mogliśmy zrobić. Dla niego historia to coś, co było. Tego czegoś nie ma teraz, więc... Nie ma się czym przejmować! Poczułem się uderzony ciężkim przedmiotem. Innego znów razu, przejeżdżaliśmy w okolicy zamku Craigmillar. Zauważyłem że trochę szkoda, że sa to ruiny, że nikt tego nie odrestaurował, bo jest to kawał historii. Tubylec z którym wówczas jechałem samochodem, zapytał o czym mówię. - O tym terenie, przecież to Little France (Mała Francja). Tubylec zrobił dość krzywą minę i rzucil tekstem, "czegoż to miasto nie zrobi dla turystów? Mała Francja - coś podobnego!" Dopiero kiedy wyjaśniłem mu, że chodzi o Marię, królową Szkotów, która była Francuzką, i przebywała w tym zamku przez pewien czas, patrząc przez okna swojego na okoliczne tereny, powiedziała, że to miejsce przypomina jej Francję. To porównanie wyszło poza mury zamku i okoliczni ludzie, zaczęli tę dolina nazywać właśnie Little France. Tubylec zaczął się jąkać. Podobnych przykładów było wiele. Ale z drugiej strony zastanawiam się, czy aby takiemu Tubylcowi, czy Tambylcowi, potrzebna jest historia do szczęścia, do tego by był dumny że jest, kim jest? A no nie jest potrzebna. Urodził się tu, mówi po Szkocku (dialektem) i nie cierpi Anglików. To wystarczy by być dumnym Szkotem. A jeśli ktoś bez historii czuje się nieszczęśliwy - czyta sobie jakąś książkę. Ot i wszystko na temat. Ale dlaczego o tym piszę? Ech. Właśnie na stronach "Wprost" ktoś rzucił artykułem "Prezydent chce okrągłego stołu w sprawie historii", cytuję z pamięci, po raz wtóry nie potrafię tego artykułu znaleźć. Kaczor chce poprawić historię w szkołach... Kiedyś już ktoś to robił.. No ale cóż. Takie tam kwakanie. Będzie pewnie jajko znosić. Nie ma się czym przejmować. Nie mój PiSydent, nie ja go wybierałem. Ja historię lubię. Dzięki temu mam poczucie, że miejsce w którym jestem, to coś więcej, niż kacze bajoro.
3.25 Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |



